Dzień 4. (03.08.2019) – Czterech święconych i pogrzeb…

Tak mógłby brzmieć sparafrazowany tytuł znanego filmu pt. „Cztery wesela i pogrzeb”, a który dość trafnie opisywałby nasz kolejny dzień spędzony na Czarnym Lądzie.

Tym razem nie było wysypiania się rano w ramach aklimatyzacji. Wręcz przeciwnie, wstaliśmy dziś bardzo wcześnie rano, skoro świt, o godzinie 5:00, aby rozpocząć ten niezwykle napięty dzień. Tak naprawdę zbędne nam były budziki, ponieważ gwar dochodzący z ulicy, głośna muzyka oraz wydobywające się z głośników nauczanie protestanckich kaznodziejów może wyrwać ze snu skutecznie każdego. Jak Ojciec Mariusz zdążył zauważyć to już po pierwszej nocy spędzonej w Obuasi, budząc się rano niezupełnie wiadomo, czy to krótkie przebudzenie chwilkę po zaśnięciu czy kolejny poranek, który niespodziewanie już nadszedł.

Wracając jednak do naszego planu na dzisiejszy dzień… Zjedliśmy czym prędzej pożywne śniadanie, aby wyruszyć jak najszybciej w podróż do Ejisu, miejscowości koło Kumasi w regionie Ashanti, gdzie w seminarium Zgromadzenia Ducha Świętego pod opieką Niepokalanego Serca Maryi Panny miały się odbyć święcenia dwóch nowych diakonów oraz dwóch nowych kapłanów. Przedstawicielem tego właśnie zgromadzenia jest nasz wspaniały gospodarz – Ojciec Izaak.

Członkowie naszej ekipy mieli okazję uczestniczyć przed wyjazdem do Ghany w trzech uroczystościach z udzieleniem święceń w Archidiecezji Poznańskiej – święceń diakonatu (25.05.), prezbiteratu (01.06.) czy wreszcie sakry biskupiej Ks. Bpa Szymona Stułkowskiego (09.06.). Jednak jakże całkowicie innym doświadczeniem była Msza Święta w Ejisu, której przewodniczył abp John Bonaventure Kwofie – arcybiskup Akry. Nie była ona sprawowana w katedrze, ani żadnym innym wielkim wspaniałym kościele, ale na seminaryjnym boisku piłkarskim na świeżym powietrzu. Wśród licznie zgromadzonych księży koncelebrujących Mszę Świętą nie zabrakło oczywiście i naszego Ojca Izaaka i Ojca Mariusza.

Ojciec Mariusz w towarzystwie dwóch kandydatów do kapłaństwa – dk. Alfreda Ofori Yeboah oraz dk. Lawrence’a Awuah

Podczas homilii, czwórka kandydatów na nowych diakonów i kapłanów usłyszała z ust abpa Kowofie na czym będzie polegała ich służba w Kościele. Arcybiskup przypomniał im, że będą posłani do ludzi z misją głoszenia im Dobrej Nowiny, Słowa Bożego, a także z misją służby drugiemu człowiekowi, podczas której mogą nadarzyć się sytuacje, w których pobrudzą swe czyste dłonie lub zniszczą swe odzienie. Tak naprawdę, wiele z tych słów, które zostały skierowane do przyszłych kapłanów i diakonów mogliśmy także odnieść do nas samych, uczestników doświadczenia misyjnego w Ghanie, gdyż sami zostaliśmy posłani do służby drugiemu człowiekowi z dawaniem przykładu naszego świadectwa wiary właśnie czynem, zachowaniem i słowem.

Sam obrzęd święceń diakonów i kapłanów nie odbiegał od znanych nam uroczystości z Katedry Poznańskiej. Niemniej można było zapomnieć o śpiewach gregoriańskich wykonywanych przez chór. W zamian można było usłyszeć pieśni śpiewane w rytm afrykańskich melodii wzbogacone o rytmiczne kiwanie się śpiewających i klaskanie. Dodatkowo można było podziwiać długą i kolorową procesję z darami do ołtarza.

Na zakończenie Mszy Świętej, która trwała przeszło cztery godziny (Afrykańczycy rzeczywiście mają czas, a nie zegarki) uzyskaliśmy specjalne błogosławieństwo udzielane przez neoprezbiterów. Zostaliśmy także przedstawieni abp. Kowofie jako goście specjalni. Wraz z życzeniami i gratulacjami ofiarowaliśmy neoprezbiterom ornaty przywiezione w darze z Poznania. Po zakończonej liturgii, wszyscy obecni udali się do seminaryjnego ogrodu na uroczysty obiad. My także skorzystaliśmy z możliwości posilenia się pyszną kuchnią ghańską, aby po chwili wyruszyć w dalszą podróż.

Czego nauczyło mnie osobiście to wydarzenie? Przeżywając tak ważne wydarzenie w Kościele, jak wyświęcenie nowych kapłanów, co więcej, na kontynencie afrykańskim – w zupełnie innej kulturze, tradycji, dało się odczuć tę jedność Kościoła, o której tyle razy można usłyszeć. Kościół jest jeden i ten sam, bez względu, czy w Europie w Polsce czy w Afryce w Ghanie. Widać to było ewidentnie. A przy całej tej jedności potrafi być niezwykle różnorodny, piękny i niepowtarzalny na każdej szerokości geograficznej. A Kościół stanowią na całym świecie wszyscy wierni, którzy jak przypomniał abp Kowofie mają tę samą godność kapłańską, królewską i prorocką.

Co więcej? Wydarzenie to, pokazało jaki zdrowy dystans można nabrać do wszystkiego. My Europejczycy, Polacy przywiązujemy ogromną wagę do punktualności, detali. Afrykańczycy są pod tym względem zupełnie inni. Uroczystość zaczęła się o 9:50 – to nic, że miała się rozpocząć 20 minut wcześniej, nikt nie był zniecierpliwiony, podenerwowany. U nas, zdaniem wielu księży Msza Święta nie może być zbyt długa, bo co ludzie powiedzą, jak wytrzymają? Tutaj po 4 godzinach nikt nie odchodził znudzony, zmęczony. My musimy mieć wszystko dopięte na ostatni guzik, a Afrykańczycy? Opadający materiał zadaszenia nad głową arcybiskupa? Żaden kłopot, można go poprawić już w czasie liturgii. Problemy z odszukaniem odpowiedniej strony w obrzędach przez ceremoniarza?  Także to nie jest problemem, gdyż arcybiskup sam może sobie przewrócić kilka stron. Zbyt szybkie podejście kandydata na diakona do arcybiskupa? I to nie stanowi sytuacji bez wyjścia, można się wycofać i podejść jeszcze raz w odpowiednim momencie. Absolutnie nie mówię tu o zaniedbywaniu i lekceważeniu piękna liturgii. Ale czy nie za dużo myśli skupiamy wokół tych detali, obawiając się wyśmiania, krytyki, zapominając czasem o duchowym przeżyciu liturgii? Czym innym jest przecież lekceważenie i zaniedbanie, a czym innym dopuszczeniem możliwości na ludzką pomyłkę czy sytuację nieprzewidzianą.

Po zjedzonym obiedzie udaliśmy się na pogrzeb zmarłej mamy byłego proboszcza Ojca Izaaka. Również i to wydarzenie mogło wprawić nas w zdumienie, gdyż wygląda ono zupełnie inaczej niż z naszego kręgu kulturowego. W regionie Ashanti wszystkie pogrzeby odbywają się tylko w soboty. Więc w każdej mijanej przez nas miejscowości można było obserwować mieszkańców gromadzących się w jednym miejscu, ubranych w charakterystyczne czarno-czerwone barwy. Po Mszy Świętej i pochowaniu zmarłego wszyscy udają się na poczęstunek organizowany przez rodzinę zmarłego. Obecna jest też muzyka, nierzadko gra na żywo zespół muzyczny. Zapraszani są członkowie rodziny, ich znajomi, a także znajomi znajomych. Na takich spotkaniach panuje więc ciągły gwar rozmów i ruch wychodzących i przychodzących gości. Zgodnie z tradycją należy przywitać się z każdym bliskim zmarłego. Bywają również zapraszani ważni goście, jak chociażby król wioski, w której odbywa się pogrzeb. Zaproszeni goście nie przychodzą na spotkanie z pustymi rękoma. Należy zawsze przynieść drobny podarunek czy jakąś sumę pieniędzy dla rodziny zmarłego. Oczywiście nie wypada od razu wychodzić, dlatego rzeczą normalną jest usiąść wśród pozostałych gości choć na kilka minut, żeby z nimi porozmawiać. Wtedy najbliższa rodzina zmarłego podchodzi do nowo przybyłych gości i się z nimi wita. Poznawanie obyczajów, tradycji, gościnności i otwartości ludzi bywa naprawdę zaskakujące.

Przywitanie króla wioski
Ghańscy księża w charakterystycznych białych sutannach

Powrót do domu nie obył się i bez przygód… Niedaleko Obuasi nasz samochód uległ awarii. Stanęliśmy na środku drogi.

W oczekiwaniu na mechanika mieliśmy okazję spędzić trochę czasu z bawiącymi się przy ulicy, licznie zgromadzonymi dziećmi. Zabawom, grom, siłowaniu się na rękę i rozmowom nie było końca. Dzieci były niesamowicie otwarte na rozmowę z nami, poznanie nas bliżej… Widząc, że stoimy przy drodze przyniosły dla nas krzesełka, aby na nich usiąść. Lokatorka domu przy ulicy, przez okno podała nam mały dywanik dla naszej wygody. Gościnność przypadkowo spotykanych osób może powalić czasem z nóg. Dzieci szybko zainteresowały się zdobyciem wiedzy, gdzie leży Polska. Były otwarte na naukę polskich słówek – części ciała, liczebniki czy nawet dopingu naszej lokalnej drużyny: „Tylko Lech Poznań!” W zamian uczyły nas tych samych słówek w ich rodzimym języku Ashanti. Kiedy wydawało się, że odjedziemy, pożegnaniom z dziećmi nie było końca. Ta chwila czasu poświęcona najmłodszym mogła dać znacznie więcej radości niż planowy wczesny powrót do domu.

Z tym powrotem, to jednak jeszcze nie koniec. Kiedy ruszyliśmy samochodem, po kilkudziesięciu metrach znów się zepsuł. Poczekaliśmy na zastępczy środek transportu w towarzystwie już raz pożegnanych dzieci. Samochodem, który przyjechał zdołaliśmy dotrzeć tylko do centrum Obuasi, gdyż i ten pojazd odmówił posłuszeństwa. W końcu, po kolejnej zmianie środka lokomocji dojechaliśmy szczęśliwie do domu.

Dzień był bogaty w wiele przeżyć, stąd i tak długi wpis. Można było z tych doświadczeń wiele się nauczyć od lokalnych ludzi, a także poznać wiele ich tradycji i zwyczajów. Szkoda byłoby zatrzymywać to dla siebie. Dlatego chciałem się z Wami, Drodzy Czytelnicy, nimi podzielić. I taka moja prośba na koniec, czytając nasz blog stańcie się przez chwilę jak Afrykańczycy, odłóżcie zegarki i znajdźcie po prostu na niego czas. Niewykluczone, że jeszcze zdarzy się kiedyś dłuższy wpis któregoś z uczestników naszej ekipy.

Z Panem Bogiem

Andrzej

4 myśli na “Dzień 4. (03.08.2019) – Czterech święconych i pogrzeb…”

  1. Z tej strony ojciec Jacek, ojciec bialy podobnie jak ojciec Mariusz (to on mi podal namiary na ten blog, skadinad swietnie jak do tej pory redagowany) Wyobrazcie sobie, ze ja misjonuje wlasnie w Ejisu gdzie to w ostatnia sobote byliscie. W tym czasie gdy braliscie udzial w tych roznych ceremoniach, ja akurat przemieszczalem sie z Polski do Ghany, gdyz wracalem z urlopu w kraju. Do Ejisu dojechalem pozna noca. Zaluje,ze nie udalo mi sie z Wami spotkac, ale mam nadzieje, ze nic straconego i ze moze ponownie zawitacie do Ejisu…. Zycze Wam wspanialych przezyc i doswiadczen w naszej Ghanie!

Dodaj komentarz